czwartek, 7 stycznia 2021

Kazanie z Uroczystości Objawienia Pańskiego (rok B)

Uroczystość Objawienia Pańskiego 

     "Podczas wczorajszej rozmowy z moim ojcem duchownym padły słowa: asceza organiczna, to znaczy ograniczenie swego życia w świecie materialnym do minimum, do rzeczy i czynności naprawdę niezbędnych.
     Usunięcie wielu rzeczy, wielu upodobań i przyzwyczajeń.
     Ubóstwo służba innym. 
     Powiedział dosłownie: sprzedaj telewizor i inne rzeczy niepotrzebne, i rozdaj ubogim". 18

      "A potem była Msza św. Jako jedna z pierwszych podeszłam, by przyjąć Ciało Jezusa. I przyszedł do mnie naprawdę. Drżałam skulona z twarzą w dłoniach. 1.

niedziela, 30 czerwca 2019

     "Wiara ateistów w przypadkowe powstanie całego Wszechświata jest tak absurdalna, jak wiara w to, że przejście tornada przez składowisko złomu spowoduje powstanie gotowego do lotu boeinga". 
 
prof. Fred Hoyle, brytyjski astronom, kosmolog, matematyk i astrofizyk teoretyczny.

środa, 6 marca 2019

Nagroda

     Lubimy się pokazać od najlepszej strony. Nowa fryzura, nienaganne zachowanie, znajomości, tytuły naukowe. W ten sposób chcemy zwrócić na siebie uwagę. Boimy się zginąć w gęstym tłumie anonimowych osób. Niejako wołamy: „Spójrz, tutaj jestem! Zauważ mnie!” 

     Potrzebujemy spojrzenia drugiej osoby. Potrzebujemy uwagi. W ten prosty sposób szukamy miłości. Jeśli ktoś zauważa moje wysiłki, dokonania, sukcesy, to w ten sposób daje mi życie, karmi mnie, bym nie umarł na śmietniku samotności.

     Cieszymy się, gdy ktoś nas pochwali, wręczy medal, włączy do grona zasłużonych, wytłoczy nasze nazwisko na okolicznościowej cegle czy tablicy. To niewątpliwie daje wiele radości i już stanowi zapłatę. Jednak Na jakiś czas wystarczą oklaski, słowa uznania, specjalne traktowanie. 

     Jezus przestrzega byśmy bardziej zwrócili uwagę na nagrodę pochodzącą od Ojca. Musimy dokonać wyboru. Chcę nagrody teraz, natychmiast, która pochodzi od drugiego człowieka, czy pragnę nagrody od Ojca, mojego Boga? Dla kogo żyję? Od kogo oczekuję nagrody?

    Ojcze, chcę żebyś był ze mnie dumny.

niedziela, 6 stycznia 2019

Objawienie Pańskie

     «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon». 

     Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Mt 2,2-3


     Tylko 10 km z Jerozolimy do Betlejem i nikt się nie ruszył, by odnaleźć oczekiwanego Mesjasza. Ani arcykapłani, ani uczeni ludu. Nikt.

Lepiej jest prowadzić życie jak w oblężonej twierdzy, niż poszukać ocalenia. 
Lepiej jest udawać, że wszystko jest w porządku. 
Lepiej nie myśleć - może się okazać, że Boga w mojej Jerozolimie nie ma.

Bali się Małego Dziecka, które 33 lata później zabili.


wtorek, 1 stycznia 2019

Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

[Jaka różnica pomiędzy napisanym a powiedzianym! (po prawej)]

„Przestańcie się bać — uspokoił ich anioł — właśnie ogłaszam wam wielką radość! Będzie ona udziałem całego ludu. Dziś urodził się wam Zbawca”. Łk 2, 10 (Biblia Nowego Przymierza) 

Dzisiaj urodził się Wybawca, Ten, Który chce cię obdarzyć wolnością! 

Jezus jest Zbawicielem! Jezus jest Ratownikiem! 

Czy potrzebujesz takiej osoby? Czy potrzebujesz Zbawiciela? 

Dzisiaj – może nawet podświadomie, w związku z Nowym Rokiem – szukasz uwolnienia od obżarstwa („będę się odchudzała”), pragniesz wolności od alkoholu („ograniczę picie”), tęsknisz za miłością bliskich („będę więcej czasu poświęcał rodzinie”). 

Chcemy wolności, o niej mówimy, a jednak jakby w nią nie wierzymy. Boimy się jak pasterze, którzy na słowa anioła wpadli w przerażenie. Czyżby rzeczywiście lekarstwem na nasze lęki i zmartwienia był Nowonarodzony Mesjasz? 

Wrócę do kluczowego pytania: Czy Jezus jest ci potrzebny do czegokolwiek? Czy wierzysz w to, że tylko On może ci dać pokój? 

„Pasterze pośpiesznie udali się do Betlejem” Łk 2,15 

Każdy z nas jest w jakimś sensie pasterzem. Każdy z nas ma swoje stadko odpowiedzialności
i zobowiązań. Każdy z nas przeżywa troskę i martwi się o swoje życie. 

Jeśli będziesz stał (spał) bezczynnie i nie udasz się na poszukiwania Boga, wilki rozszarpią to, co masz. Wejdą w twoje życie i je spustoszą. 

Stąd z pośpiechem, z determinacją szukaj Boga. Niech to będzie konkretna praca, konkretne działanie mające na celu odnalezienie Jezusa. 

Ty wiesz, gdzie Go możesz odnaleźć. Wiesz, gdzie jest. Wiesz, gdzie czeka. Pasterze też wiedzieli,
i poszli! 

Może zniechęca cię prostota betlejemskiego żłobu?, towarzystwo zwierząt? klimat wilgotnej groty? 

Gdybyś miał stuprocentową gwarancję na to, że spotkanie z określoną osobą, w określonym miejscu sprawi, że twoje problemy znikną, to domyślam się, że byłbyś w stanie zapłacić za coś takiego bardzo dużo. I niektórzy płacą. Uczestniczą w koszmarnie drogich kursach, treningach, terapiach, szkoleniach, by choć przez chwilę odzyskać władzę nad życiem swoim lub drugiego człowieka. 

Boża miłość jest bezwarunkowa i darmowa. Wcale nie jest tania, a tym samym bezwartościowa! Bóg za nią zapłacił najwyższą cenę, ale zapłacił za ciebie. Ty tylko musisz ją przyjąć. 

W poszukiwaniu zbawienia, tęsknotą za sensem i pokojem, która na wskroś przenikała serca pasterzy, udali się do Betlejem, do „Domu chleba”. Tutaj absolutnie nie chodzi o to, by podziwiać artystyczne wizje autorów szopek, ale chodzi o doświadczenie i odkrycie mocy, którą daje Bóg obecny w swym Ciele. 

Jezus zamknął swoje Bóstwo i swoją moc w tak małym i niepozornym ciele Dziecka, a zarazem Ciele swoim, którym chce nas karmić w Eucharystii. Taki mały, a tak ogromny! 

Dzisiaj, 1 stycznia 2019 roku, pewnie kilka dni już po tzw. przedświątecznej spowiedzi, po być może grzesznych szaleństwach ubiegłej nocy, już nie możesz podejść do eucharystycznego żłóbka, już nie widzisz anielskiej światłości łaski, którą niedawno odzyskałeś w spowiedzi. Nie stój więc na zewnątrz pusty, ale skłoń pokornie głowę i przejdź bramę konfesjonału, by doświadczyć cudu Bożego Narodzenia. 

Może myślisz sobie, że to zbyt skomplikowane, że jeszcze nie teraz, że nie potrafisz. Przestań szukać wymówek. Przestań się oszukiwać! Zwróć się do Matki – Maryi. Tylko Ona może dać ci swojego Syna. Tylko Ona może pomóc ci narodzić się na nowo. Tylko Ona – Matka Boga – potrafi tak cię przygotować i tak wychować byś otworzył się na prawdziwą miłość - Tę, Która położona jest w żłobie, byś nie miał wymówek, że Bóg jest niedostępny, zamknięty za grubymi bramami i murami twierdz. 

On jest dla Ciebie. 

Święty Józefie, Patronie rodzin i tych, którzy walczą o wiarę – módl się za nami. 

piątek, 21 grudnia 2018

Kiedy Bóg tworzył kobietę, pracował do późna szóstego dnia. Przechodził obok Anioł i zapytał:
– Dlaczego poświęcasz tyle czasu właśnie temu dziełu?
A Pan odpowiedział:
– Czy zauważyłeś wszystkie szczegóły, jakie muszę uwzględnić, żeby ją ukształtować? Musi być zmywalna, choć nie zrobiona z plastyku, mieć więcej niż 200 ruchomych części, które mają być wymienialne i musi ona funkcjonować na wszelkiego rodzaju pożywieniu; musi być zdolna objąć kilkoro dzieci na raz, przytulić tak, by uzdrowić co jest do uzdrowienia – od stłuczonego kolana do złamanego serca, a to wszystko musi zrobić tylko dwiema rękami.
Anioł był pod wrażeniem.
– Tylko dwiema rękami… niemożliwe! I to jest model standardowy?! To zbyt wiele pracy jak na jeden dzień… Jutro dokończysz.
– Nie będę czekać do jutra – powiedział Pan – Jestem już tak bliski ukończenia tego dzieła. Stanie się najmilsze mojemu sercu. Ona sama siebie leczy, kiedy zachoruje i potrafi pracować 18 godzin dziennie.
Anioł podszedł bliżej i dotknął kobiety.
– Ale uczyniłeś ją taką miękką, Panie.
– Jest miękka – powiedział Pan – lecz uczyniłem ją także silną. Nie wyobrażasz sobie nawet, co potrafi znieść i ile pokonać.
– Czy ona potrafi myśleć? – zapytał Anioł.
Pan odpowiedział:
– Nie tylko potrafi ona myśleć, ale potrafi przekonywać i pertraktować.
Anioł dotknął policzka kobiety…
– Panie, zdaje się, że to dzieło przecieka! Zbyt dużo nałożyłeś ciężarów.
– Ona nie przecieka… To łza – poprawił Pan Anioła.
– Łza? A co to takiego? – zapytał Anioł.
Pan odpowiedział:
– Łzy są jej sposobem wyrażania smutku, wątpliwości, miłości, samotności, cierpienia i dumy.
To zrobiło duże wrażenie na Aniele.
– Panie, jesteś geniuszem. Pomyślałeś o wszystkim. Kobieta jest naprawdę cudowna!
– Rzeczywiście jest! Kobieta posiada siłę, która zadziwia mężczyznę. Potrafi ona radzić sobie z kłopotami i dźwigać ciężkie brzemię. Ma w sobie szczęście, miłość i przekonania. Uśmiecha się, gdy chce jej się krzyczeć. Śpiewa, gdy chce jej się płakać, płacze, gdy jest szczęśliwa i śmieje się, gdy się boi. Walczy o to, w co wierzy. Sprzeciwia się niesprawiedliwości. Nie akceptuje „nie” jako odpowiedzi, kiedy widzi lepsze rozwiązanie. Daje z siebie wszystko, żeby jej rodzinie dobrze się wiodło. Zabiera swoją przyjaciółkę do lekarza, kiedy się o nią martwi. Jej miłość jest bezwarunkowa. Płacze, kiedy jej dzieci odnoszą sukcesy. Jest szczęśliwa, kiedy wiedzie się jej przyjaciołom. Cieszy się, kiedy słyszy o narodzinach czy weselu. Boli ją serce, kiedy umiera ktoś z rodziny lub bliski przyjaciel. Ale znajduje siłę, by żyć dalej. Wie, że pocałunek i przytulenie mogą uzdrowić złamane serce. Ma tylko jedną wadę…
ZAPOMINA ILE JEST WARTA…

czwartek, 4 października 2018

     
Człowiek wiary to nie jest ktoś, kto sam planuje drogę, znając wcześniej cel.
To Bóg ukazuje cel i drogę.
I to właśnie idąc drogą, wierzący zaczyna jaśniej widzieć cel.

poniedziałek, 27 marca 2017

Przed uzdrowieniem, niewidomy „siedział i żebrał”. Takim był znany w mieście. Tak wyglądało jego życie. Dodajmy – życie w zupełnej ciemności.

A jak Ciebie widzą Twoi znajomi, sąsiedzi, rodzina? Codziennie od nowa zaczynasz swoje obowiązki. Siadasz za kierownicą, biurkiem, kuchnią, ławką szkolną i … żebrzesz. 

Zaraz, zaraz. Ja żebrzę? Jak? O co chodzi?

Chrystus przedstawia nam siebie i mówi: „Jestem światłością świata”.

Na początek postaw sobie pytanie: Żyję w światłości czy w ciemności? Jestem zanurzony w Bogu, czy wszedłem w pustkę?

Można „siedzieć i żebrać” z lęku. Chodzi tutaj o takie wydarzenia, które na długi czas dosłownie zamykają nas w sobie. 
     
Co się stało, że zamknąłeś od wewnątrz drzwi do siebie? Co się stało, że wolisz siedzieć w ciemności? Straciłeś bliską osobę? Ktoś cię zdradził? Zachorowałeś i wiesz, że powoli umierasz? Wpakowałeś się w finansowe tarapaty? 
     
Co jest Twoją ciemnością? Co się kryje za tym sztucznym uśmiechem, za zdawkową odpowiedzą: „Wszystko jest ok, w porządku”.
     
„Siedzisz i żebrzesz” bo tak wygodniej. Łatwiej wykonywać czyjeś polecenia w imię błędnie rozumianego posłuszeństwa, niż ryzykować i podejmować własne decyzje.
     
Łatwiej siedzieć na garnuszku rodziców, niż w pełni wziąć odpowiedzialność za swoje życie – to materialne, ale przede wszystkim emocjonalne.
    
Łatwiej nie dokonywać zmian, ponieważ można się pomylić. 

„Siedzisz i żebrzesz” uwagi „wisząc” cały dzień na telefonie czy fejsie.
   
Żebrzesz o każdy gest miłości. Jesteś w stanie zatracić swoją duszę, by otrzymać chemiczną działkę sztucznej miłości, która zaspokaja Cię tylko na chwilę. 
     
Warto zatrzymać się i zastanowić: Czy nie wiodę żebraczego życia?

Czy ta ciemność, której doświadczasz w sobie, to skutek Twoich grzechów? A może to wina Twoich rodziców? Te pytania nie były obce także uczniom Jezusa, gdy zauważyli niewidomego.

Dobrze wiemy, że cierpienie, którego doświadczamy może być w prostej linii skutkiem naszych złych wyborów, po prostu naszych grzechów. 

Przed wielu laty zdradziłeś swoją żonę. Żałujesz tego. Przeprosiłeś. Wyspowiadałeś się. A jednak ból dalej Ci towarzyszy. I dobrze wiesz, że sam sobie jesteś winny. 

Gdy byłaś w ciąży imprezowałaś, piłaś i paliłaś nie zważając na swój stan. A teraz krzyczysz do nieba i płaczesz z powodu niepełnosprawności swojego dziecka. Wiesz, że to Twoja wina, nie Boga.

Ale może być też tak, że doświadczasz zła i cierpienia, którego – podobnie jak w przypadku dzisiejszego niewidomego – nie znasz przyczyny. 

„Stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże” – mówi Jezus. Czy taka odpowiedź Ci wystarczy? Tego nie wiem, ale wiem, ponieważ doświadczyłem sam na sobie, że cierpienie może pomagać w wewnętrznej przemianie. Cierpienie zmienia myślenie. A przecież o to chodzi w nawróceniu. Czyż nie?

Bolesne doświadczenie ślepoty dało bohaterowi dzisiejszej Ewangelii siłę do przemiany swojego życia. Sprawiło, że znalazł swojego Zbawiciela i nie opuścił, nawet gdy został wyrzucony 
i wykluczony ze swojej wspólnoty.

Nie przeklinaj swojego cierpienia. Ono jest szansą „otwarcia oczu” na Chrystusa – Światło.


Jezus dostrzega ludzką niedolę. Nie przechodzi obojętnie. Jego pragnieniem jest abyś przejrzał. Ale aby tak się stało, musisz w pokorze zobaczyć swoją kruchość, musisz zrozumieć, że jesteś zwykłym prochem. Czyż nie to usłyszałeś w Środę Popielcową? „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” (Rdz 3, 19b).

Jezus „splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego”. Dziwny, ale jednocześnie wymowny gest, który pozwala zrozumieć, że jesteśmy stworzeniami, które Bóg - jak garncarz - „ulepił z prochu ziemi i tchnął w nasze nozdrza tchnienie życia, wskutek czego staliśmy się istotami żywymi” (por. Rdz 2, 7).

Jestem prochem ożywionym śliną (tchnieniem) Boga. 

Błoto na oczach jest symbolem nie tylko naszej ludzkiej (gliniastej, ziemskiej) natury, ale także grzechu. Nie zobaczę światła, gdy na oczach mam błoto. Nie zobaczę Chrystusa, gdy na oczach mam błoto grzechu. Potrzebuję obmycia. Dlatego, posłuszny jak ewangeliczny niewidomy, idę do sadzawki Siloam, gdzie Posłany, czyli Chrystus, obmywa mnie z brudu grzechów.


Z Ewangelii nie wynika, że niewidomy, od razu po swoim uzdrowieniu spotkał się z Jezusem. Może minęło kilka godzin, lub nawet dni.

„Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon”.

wtorek, 6 grudnia 2016

     Jesteś wolny. Owczarnię, do której należysz, a którą jest Kościół, nie strzegą uzbrojeni w kije pasterze, nie napotkasz tzw. elektrycznego pastucha. Jeśli tak zdecydujesz – możesz odejść.

     Są tacy, którzy próbują życia poza owczarnią. Jedni z ciekawości, inni na przekór np. rodzicom. Dla niektórych Kościół jest duszną oborą, na czele której stoją najemnicy, więc uciekają synowie Kochającego Ojca i czasem dopiero gdy wylądują na dnie, gdy zdadzą sobie sprawę, że żyją jak świnie, zaczynają myśleć o powrocie.

     Jak dziecko bez matki, tak owca bez pasterza nie przeżyje. Czasem przekonujemy się o tej prawdzie w sposób bardzo bolesny. Wielką radością i nadzieją jest to, że zawsze możemy pozwolić się znaleźć. Pasterz jest zawsze blisko.

niedziela, 4 grudnia 2016

Czy się nawracasz? II Niedziela Adwentu A (Mt 3, 1-12)

   
 Jan, syn Zachariasza i Elżbiety, ostatni prorok, idzie na pustynię, gdzie z całą mocą wzywa do nawrócenia. I nie jest to delikatne zaproszenie, ale pełen stanowczości krzyk: «Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie».

     O co chodzi z tym nawróceniem? Powiesz: „Przecież jestem ochrzczony, chodzę do kościoła, więc to nie dla mnie”. Nie, właśnie dla ciebie. Musisz się nawrócić. „Ale o co chodzi?” – zapytasz. Bóg bardzo pragnie Twojego zbawienia. Chce, abyś był z Nim na wieki. Czy w chwili obecnej, teraz (!), jesteś gotowy na śmierć, na przejście do królestwa niebieskiego? Czy twój sposób myślenia
i postępowania zmieszczą się w ciasnej bramie Nieba?

     Każda szczera spowiedź przekonuje, że droga, którą jest nasze życie nie jest miejscem, w którym Bóg jest obecny, a ścieżki naszej codzienności nie są proste. Poplątane i chaotyczne sprawiają ból
i zniechęcenie.

     Ci, którzy przejmowali się wezwaniem Jana, na znak nawrócenia zanurzali się w wodach Jordanu. To nie był chrzest odpuszczający grzechy. Jeszcze nie ten. Przyniesie go dopiero Zbawiciel.

     Współcześnie jest na odwrót. Chrzest przyjęliśmy wszyscy, ale czy jesteśmy nawróceni?

     W pierwotnym Kościele, jeśli ktoś chciał zostać chrześcijaninem, najpierw musiał przejść solidny okres przygotowania do chrztu zwany katechumenatem. I nie polegało to na wysłuchaniu kilku katechez. Katechumen musiał udowodnić swoim życiem jak bardzo pragnie przyjąć Chrystusa za swojego Pana i Króla.

     Jesteśmy ochrzczeni, i co dalej? Wielu zwalnia się z odpowiedzialności za swoją przyjaźń
z Bogiem. Może sobie myślą, że sam fakt przynależności do Kościoła i bycie tzw. dobrym człowiekiem, zapewnia im godne miejsce w Niebie. Faryzeusze, saduceusze i wielu innych myśleli podobnie: „Abrahama mamy za ojca” – mówili. Co według nich, w jakiś magiczny sposób, bez wysiłku, miałoby im zapewnić niebo.

     Reakcja Jezusa wobec takiej postawy jest wstrząsająca: „«Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem?”

     Żmija była uznawana za zwierzę nieczyste, była symbolem zła czyli szatana. Stąd Jezusowe słowa dosłownie brzmią tak: „Dzieci diabła”.

     Gdy nie traktuję swojej relacji z Bogiem na poważnie, jestem dzieckiem szatana. Tak mówi Pismo Święte. I nie uciekaj zbyt łatwo od tych słów. Nie buntuj się i nie krzycz! Jeśli tak jest, to znaczy, że odezwała się twoja pycha. [Wiele razy w życiu przeżyłem trzaskanie drzwiami konfesjonału, gdy pełen gniewu człowiek odchodził ponieważ nie mógł przyjąć do wiadomości, że jest niewierzący. Jaki wtedy pycha wrzask urządza!]

     Czy to co mówię jest kontrowersyjne? Nie można tak? „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki”. (Mt 16, 23) Znacie te słowa? Zapytajcie św. Piotra.

     „Już siekiera jest przyłożona do korzenia drzew. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień”.

     Bóg jako Drwal odkrywa korzenie szukając w nich życia, wypatruje także owoców. Jeśli korzeń jest martwy, jeśli brak owoców, użycie siekiery staje się koniecznością.

     Jakieś 40 lat po wygłoszeniu powyższych słów jerozolimskie bramy były rozbijane siekierami legionistów Tytusa, a pożary niszczyły domostwa. Józef Flawiusz opisywał masowe ukrzyżowania za murami świętego miasta.

     Słowa Jana o sądzie Bożym, spadającym jak siekiera na drzewo ludzkości, ciągle są aktualne.

     Po wykryciu wirusa świńskiej lub ptasiej grypy jesteśmy w stanie wybijać tysiące sztuk zwierząt by ochronić się przed zagrożeniem. A jakie wirusy grzechu jesteś w stanie uśmiercić w sobie, w swojej rodzinie, w społeczeństwie, by osiągnąć życie wieczne?

     Co zrobisz by przygotować się na powtórne przyjście Zbawiciela? Taki jest sens adwentu.

Czekanie

kolędy przed Narodzeniem
małżeństwo przed ślubem
seks przed miłością
dom przed własnością
wypłata przed pracą
wyniki przed badaniami
osądy przed Ostatecznym

nie umiemy czekać
umrzemy przed śmiercią

ks. Wojciech Węgrzyniak

czwartek, 1 grudnia 2016

Roztropny najpierw słucha (por. Mt 7, 21.24-27)

"Nie każdy, kto mówi Mi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale". (Mt 7, 21. 24)

     Czasem jest tak, że nasza wiara pozostaje na etapie słów (deklaracji) i obrzędów liturgicznych. Swoje chrześcijaństwo spłycamy do stwierdzenia: Jestem wierzący, ponieważ chodzę do kościoła. Ale czy to wystarczy? Czy fakt, że wielokrotnie w ciągu dnia wymawiam słowa: "O, Boże!", "Jezus" czy "Matko Boska", oddaje moją zażyłą relację z Mieszkańcami Nieba?

     Słowa muszą znaleźć potwierdzenie w czynach. Nie wejdziemy do królestwa niebieskiego, gdy poprzestaniemy na samej tylko słownej deklaracji wiary. Co ciekawe, Jezusowi nie chodzi o pełnienie jakichkolwiek dobrych uczynków, ale o pełnienie woli Ojca. Różnią się bowiem tzw. dobre uczynki, których ja chcę i zmuszam Boga, żeby je pobłogosławił i wpisał do swojego planu, od uczynków, które są odpowiedzią na to, co sam Bóg pragnie bym czynił. 

     Jak rozpoznać czego Stwórca ode mnie oczekuje? Zacząć od słuchania!

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Filtr

„Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec”. J 10, 1-2

     Kościół to wspólnota. Kto pragnie do Niej należeć, musi przejść przez bramę chrztu świętego. To oznacza, że każdy kto chce zostać owcą w Jezusowej owczarni (Kościele), każdy kto chce wejść w relację z Boskim Pasterzem, musi zanurzyć się w Nim samym. To zanurzenie dokonuje się w wodach chrztu, które nie tylko oczyszczają, ale przede wszystkim napełniają (nasączają) Bogiem. Wtedy stajemy się chrześcijanami – chrystusami (należącymi do Chrystusa). 

     Niestety są też tacy, którzy nie chcą przejść przez bramę, którą jest Chrystus. Boją się testu prawdy, więc próbują wdzierać się innymi drogami.

     W odpowiednim testerze sprawdzamy czy banknoty, które posiadamy są prawdziwe. Chcąc dostać się do ważnych miejsc: na przykład do sądu, musimy przejść przez odpowiednią bramkę, która ma sprawdzić czy jesteśmy „czyści”.

     Czy to, za czym podążam przeszło test zanurzenia w Chrystusie? Czy zostało przepuszczone przez Niego jak przez filtr, który oddziela męty od czystego napoju?

     Do wspólnoty Kościoła wchodzi się przez bramę, którą jest Chrystus. Filtrem jest On sam.

***
Filtr:
- wody chrzcielnej,
- kratek konfesjonału,
- eucharystycznego Chleba,

niedziela, 3 stycznia 2016

Sens (por. J 1, 1-18)

     Jak uporządkować swoje życie? Co zrobić żeby było ono sensowne?
 
     Najlepiej zacząć od początku, czyli trzeba pomyśleć o fundamencie i głównej zasadzie naszego życia. Znaleźć sens, by nie żyć bez sensu.Człowiek, który nie ma jasno określonego celu swojego życia, zdąża ku samozniszczeniu, ku śmierci. 
 
     Tę prawdę zrozumiał austriacki psychiatra Viktor Frankl – twórca logoterapii, czyli leczenia, które ma pomóc w odkryciu sensu istnienia.
 
     Frankl, który pod czas II Wojny Światowej przebywał w obozach koncentracyjnych, zaobserwował, że więźniowie, którzy nie stracili nadziei na to, że w przyszłości czeka na nich konkretne zadanie do wykonania, mieli największe szanse na przeżycie. I to utwierdziło go w przekonaniu, że nic na całym świecie nie może równać się ze świadomością, że nasze życie ma sens.
 
     Pierwsze słowa dzisiejszej Ewangelii, używając innego – także uprawnionego znaczenia wyrazu: „Słowo” - brzmią w sposób następujący: Na początku był Sens, a Sens był u Boga, i Bogiem był Sens. Wydaje się więc, że trzeba usiąść z kartką papieru i napisać odpowiedzi na następujące pytania: Jaki jest sens mojego życia? Po co się urodziłem? Do czego zmierzam? Czego pragnę?

     Świat, a w nim i my, zostaliśmy stworzeni. Co to znaczy, że jesteśmy stworzeni? To znaczy, że mamy początek i koniec. Co więcej, że to nie my decydujemy gdzie się rodzimy, w jakich warunkach, z jakimi talentami, itd. Nie jesteśmy stworzycielami i zbawcami.
 
     Zostaliśmy obdarowani wolnością i rozumem. Posiadamy wnętrze, które w pełni znane jest tylko Stwórcy. Stąd tylko On, jako mój osobisty Konstruktor, zna każdy mój trybik, i tylko On wie jak naprawić to, co się zepsuło.
 
     Żyjemy, ponieważ chce tego Bóg. On chce dzielić się z nami swoją miłością. Jesteśmy Jego własnością, nie na zasadzie niewolnictwa, ale właśnie miłości. Tam, gdzie jest miłość, tam jest i głębokie pragnienie poddania i zjednoczenia. Autentyczna miłość nigdy nie zniewala, ale czyni wolnym.
 
     To, co się dzieje z nami i wokół nas, nie jest ślepym losem, ale uporządkowaną i logiczną całością. Bóg jest porządkiem – nie chaosem. Dlatego ważne jest abyśmy z Bogiem poukładali nasz świat, wewnętrzny i zewnętrzny. Z Nim możemy wszystko odłożyć na swoje, właściwe, miejsce.

     Celem naszej egzystencji jest życie wieczne. Prawdziwe życie (nie śmierć) jest w Jezusie. W Nim było życie – pisze Ewangelista w swoim hymnie. Stąd proste pytanie: Żyjesz, czy już umarłeś? Żyje w Tobie Chrystus, czy zostałeś zupełnie sam? Może Twoje tzw. czynności życiowe są sztucznie podtrzymywane przez zatrute kroplówki tego świata? Co się stanie gdy zostaniesz odłączony od alkoholu, seksu, Internetu, telewizji, komórki? W Nim jest życie, które jest światłością…

     Życie to walka. Tak. Trzeba być tego świadomym. Światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła, ale próbuje zniszczyć i szkodzić, ponieważ nienawidzi miłości. Stąd im bardziej płonę zapalony Bożą miłością, tym większa jest światłość łaski we mnie. A złe wilki boją się płonących serc. Czasem pozwalają sobie na atak, ale poparzone szybko odstępują.
     Chrystus, który jest Światłością, Wschodzącym Słońcem oświeca każdego człowieka, by ten mógł dokonać wyboru – w pełnej wolności.
 
     Wychodząc z ciemności mrużymy oczy, które nie są przyzwyczajone do światła, ale to chwilowa niedogodność. Od każdego sakramentu, poprzez który dotyka nas sam Bóg, także bije ogromna światłość, która nieustannie przywraca blask naszej poplamionej duszy.

     Człowiek musi dokonać wyboru. Jezus światłość prawdziwa przychodzi do nas, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. A ja, czy rozpoznaję głos swojego Pasterza? Czy chcę być w Jego ramionach?

     Każdy kto obiera Jezusa za swojego Pana i Zbawiciela staje się dzieckiem Boga. Czy mamy tego świadomość? Konsekwencje wypływające z tego faktu są ogromne. Moim Ojcem jest Bóg. Jaki On jest? Opowiedz! To ci pomoże zobaczyć, w jakiego Boga wierzysz.

    Może Twoje narodziny z ziemskiej matki i ojca naznaczone są odrzuceniem, krzywdą, zimnem, ale narodziny z Boga dają nowe, zupełnie inne, życie. By przyjść na ten świat narodziliśmy się z matki. By przyjść na drugi świat, zwany Rajem, musimy narodzić się z Boga. Pierwsze nie zależały od nas, drugie są osobistym wyborem.

***
      
     W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się drugiego:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
- Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać?
- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią....
- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami!
- Przecież żywi nas pępowina.
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas troszczyć.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem czyli jej nie ma...
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później. A ty jak myślisz...???

***

A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Jezus stał się człowiekiem. Przyszedł na ziemię i wciąż puka do drzwi prosząc o przyjęcie, by darować nam wszystko: łaskę po łasce.

sobota, 2 stycznia 2016

Przeprawić się przez Jordan (por. J 1, 19-28)

     Świat, w trosce o własne interesy, zawsze będzie stawiał chrześcijaninowi weryfikujące pytanie: „Kto ty jesteś?” Zarówno przywódcy polityczni jak i religijni z wielką czujnością i ostrożnością badają czy oto nie pojawia się jakiś mesjasz czy prorok, który stałby się zagrożeniem dla ich ukrytych planów.

     Kim jestem? – Odpowiedź na to pytanie pozwala wyznaczyć kierunek w życiu. Sprawia, że odkrywamy jego sens i cel. Jan Chrzciciel może nam pomóc. On jest głosem Boga, który wzywa do powrotu. Czyż nie za tym właśnie tęsknimy? Za powrotem do harmonii i szczęścia?

     Rozpoczynamy od Betanii za Jordanem. Od „bez-bożnej” pustyni naszej egzystencji To miejsce w sposób symboliczny określa punkt wyjścia, miejsce decyzji. Widzę Ziemie Obiecaną, ale czy chcę ją zdobyć? Czy chcę przeprawić się przez Jordan? Czy pragnę zdobyć Królestwo Niebieskie? Czy w tym celu poddam się oczyszczającym wodom chrztu świętego?

    I jeszcze jedna ważna rzecz: pokora. Bez niej nie ucałuję stóp Zbawiciela. 
     
     A może na dobre zadomowiłem się na pustyni uważając ją wbrew sobie za raj?


piątek, 1 stycznia 2016

Stajnia (Łk 2, 16-21)

          Radosną nowinę o narodzeniu Zbawiciela, anioł oznajmił ubogim pasterzom. To oni pierwsi dowiedzieli się o „wielkiej radości”. Nie najbliższa rodzina, nie kapłani, nie król Herod, ale właśnie pasterze z okolic Betlejem.

     Dlaczego właśnie oni? Czy ktoś inny, niż pasterze, uwierzyłby w anielskie orędzie? Czy znalazłby się ktoś, kto by poszedł szukać Boga w stajni?

     W tym miejscu warto zastanowić się nad naszym osobistym poszukiwaniem Boga. Boga Prawdziwego, „Tego, Który Żyje”. Tu nie chodzi o zwykłą wiedzę. Ówcześni wiedzieli, że Bóg mieszka w pięknej Świątyni, ale nie doświadczali Jego bliskości - przynajmniej nie wszyscy.

     Może i my zatrzymujemy się na prostej konstatacji dotyczącej istnienia Boga, ale nie pragniemy spotkania z Nim. Wiemy, że Bóg jest obecny w tabernakulum, ale przechodząc nie zauważamy Jego milczącej obecności. Wiemy, że chleb, woda i wino, podczas konsekracji przemieniają się w Ciało i Krew Zbawiciela, ale nie karmimy naszej duszy.

     Wiemy, ale czy doświadczamy? Czy potrafimy dotknąć Boga? Przytulić się do Niego? Czy to w ogóle jest możliwe? Jest! W Kościele przez duże „K”.

     Jezus jest we wspólnocie tych, którzy Go kochają. Niestety owa wspólnota często przypomina stajnię ze zwierzętami. W Kościele jest grzech. Czy to coś dziwnego? Nie. Kościół to ludzie, którzy czasem upadają. W Kościele jest miejsce na błędy i porażki.

     Wielu gorszy się na wieść o grzechach ludzi kościoła. Ostentacyjnie ogłaszają, że nie chcą należeć do takiej instytucji. Zapominają przy tym, że owa instytucja została powołana przez samego Jezusa. W niej jest miejsce dla każdego – nawet największego grzesznika. Bóg bowiem kocha wszystkich miłością bezwarunkową.

     Można powiedzieć, że Kościół to święta stajnia, w której tłoczą się grzesznicy pragnący „znaleźć Maryję, Józefa oraz leżące w żłobie Niemowlę”. Właśnie w takich stajennych warunkach rodzi się nasz Bóg. W ten sposób niejako dostosowuje się do naszego ludzkiego poziomu, z którego chce nas wyprowadzić na wyżyny świętości.

     Każdy święty niejako musi przejść przez etap stajni. Tam znajduje prawdziwego Boga, którego daje Niepokalana Matka, a Święty Józef troszczy się by niczego nie zabrakło.

***

     Dziecię leży w żłobie, które służyło zwierzętom do spożywania paszy. To stajenne koryto jest symbolem miłości Jezusa, który pragnie by człowiek karmił się Nim samym. Codziennie woła z Wieczernika: „Bierzcie i jedźcie”.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Ożywiające spojrzenie

     Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci. Mt 4, 18

     Jezus widzi drugiego człowieka. Jest to spojrzenie pełne miłości i akceptacji. Co w tym dziwnego? Zrozumie to ten, kto doświadczył odrzucenia.

     To boli, gdy ktoś nie chce na nas patrzeć. „Zejdź mi z oczu!” – mówi w złości. To boli, gdy ktoś odwraca od nas wzrok, unika kontaktu i wszelkiej czułości. To boli, gdy jesteśmy traktowani jak powietrze, którego nie widać.

     Gdy nie chcę spotkać jakiejś osoby, gdy świadomie nie zauważam czyjejś obecności, to jakbym odmawiał tej osobie istnienia. To jest zabójstwo.

     Kogo nie chcę żeby istniał, żeby się narodził?

***

     Jak łatwo jest nie zauważać wysiłków dziecka. Ono pragnie tylko miłosnego spojrzenia, które owocuje radością. Przychodzi z rysunkiem, który samo namalowało i pyta: „Ładnie?” Co odpowiesz?

***

     Jezus przechodzi obok mnie i patrzy z miłością. Z miłością…. Chcę to odczuć. To daje życie. Nowe życie.

niedziela, 29 listopada 2015

By spotkać Przychodzącego

„Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie”. Łk 21, 36a

Czuwać, to znaczy być uważnym na to co wokół się dzieje. Chodzi o życie w pełni świadome i prawdziwe. Pełne.
Czuwać, to znaczy być skupionym. Trzeba dążyć do porządku i ładu w swoim sercu, które uspokajając się zaczyna bić miarowo przynosząc pokój.

Czuwać, to znaczy być gotowym. Na co? Na życie. Na śmierć.

Modlitwa to tęsknota. Nieustanne pragnienie, które daje siłę by nie ustać w drodze.

„W każdym czasie” – to znaczy teraz, w tej chwili. Przeszłość była, przyszłość będzie, jest "teraz".

Nieustanne czuwanie i modlitwa to warunki, które trzeba spełnić, aby być gotowym na spotkanie z Jezusem.
Maryjo, Matko cicha i piękna, chcę być pod Twoim sercem, by moje nauczyło się bić Twoim i Syna Twojego rytmem. Amen.