poniedziałek, 27 marca 2017

Przed uzdrowieniem, niewidomy „siedział i żebrał”. Takim był znany w mieście. Tak wyglądało jego życie. Dodajmy – życie w zupełnej ciemności.

A jak Ciebie widzą Twoi znajomi, sąsiedzi, rodzina? Codziennie od nowa zaczynasz swoje obowiązki. Siadasz za kierownicą, biurkiem, kuchnią, ławką szkolną i … żebrzesz. 

Zaraz, zaraz. Ja żebrzę? Jak? O co chodzi?

Chrystus przedstawia nam siebie i mówi: „Jestem światłością świata”.

Na początek postaw sobie pytanie: Żyję w światłości czy w ciemności? Jestem zanurzony w Bogu, czy wszedłem w pustkę?

Można „siedzieć i żebrać” z lęku. Chodzi tutaj o takie wydarzenia, które na długi czas dosłownie zamykają nas w sobie. 
     
Co się stało, że zamknąłeś od wewnątrz drzwi do siebie? Co się stało, że wolisz siedzieć w ciemności? Straciłeś bliską osobę? Ktoś cię zdradził? Zachorowałeś i wiesz, że powoli umierasz? Wpakowałeś się w finansowe tarapaty? 
     
Co jest Twoją ciemnością? Co się kryje za tym sztucznym uśmiechem, za zdawkową odpowiedzą: „Wszystko jest ok, w porządku”.
     
„Siedzisz i żebrzesz” bo tak wygodniej. Łatwiej wykonywać czyjeś polecenia w imię błędnie rozumianego posłuszeństwa, niż ryzykować i podejmować własne decyzje.
     
Łatwiej siedzieć na garnuszku rodziców, niż w pełni wziąć odpowiedzialność za swoje życie – to materialne, ale przede wszystkim emocjonalne.
    
Łatwiej nie dokonywać zmian, ponieważ można się pomylić. 

„Siedzisz i żebrzesz” uwagi „wisząc” cały dzień na telefonie czy fejsie.
   
Żebrzesz o każdy gest miłości. Jesteś w stanie zatracić swoją duszę, by otrzymać chemiczną działkę sztucznej miłości, która zaspokaja Cię tylko na chwilę. 
     
Warto zatrzymać się i zastanowić: Czy nie wiodę żebraczego życia?

Czy ta ciemność, której doświadczasz w sobie, to skutek Twoich grzechów? A może to wina Twoich rodziców? Te pytania nie były obce także uczniom Jezusa, gdy zauważyli niewidomego.

Dobrze wiemy, że cierpienie, którego doświadczamy może być w prostej linii skutkiem naszych złych wyborów, po prostu naszych grzechów. 

Przed wielu laty zdradziłeś swoją żonę. Żałujesz tego. Przeprosiłeś. Wyspowiadałeś się. A jednak ból dalej Ci towarzyszy. I dobrze wiesz, że sam sobie jesteś winny. 

Gdy byłaś w ciąży imprezowałaś, piłaś i paliłaś nie zważając na swój stan. A teraz krzyczysz do nieba i płaczesz z powodu niepełnosprawności swojego dziecka. Wiesz, że to Twoja wina, nie Boga.

Ale może być też tak, że doświadczasz zła i cierpienia, którego – podobnie jak w przypadku dzisiejszego niewidomego – nie znasz przyczyny. 

„Stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże” – mówi Jezus. Czy taka odpowiedź Ci wystarczy? Tego nie wiem, ale wiem, ponieważ doświadczyłem sam na sobie, że cierpienie może pomagać w wewnętrznej przemianie. Cierpienie zmienia myślenie. A przecież o to chodzi w nawróceniu. Czyż nie?

Bolesne doświadczenie ślepoty dało bohaterowi dzisiejszej Ewangelii siłę do przemiany swojego życia. Sprawiło, że znalazł swojego Zbawiciela i nie opuścił, nawet gdy został wyrzucony 
i wykluczony ze swojej wspólnoty.

Nie przeklinaj swojego cierpienia. Ono jest szansą „otwarcia oczu” na Chrystusa – Światło.


Jezus dostrzega ludzką niedolę. Nie przechodzi obojętnie. Jego pragnieniem jest abyś przejrzał. Ale aby tak się stało, musisz w pokorze zobaczyć swoją kruchość, musisz zrozumieć, że jesteś zwykłym prochem. Czyż nie to usłyszałeś w Środę Popielcową? „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” (Rdz 3, 19b).

Jezus „splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego”. Dziwny, ale jednocześnie wymowny gest, który pozwala zrozumieć, że jesteśmy stworzeniami, które Bóg - jak garncarz - „ulepił z prochu ziemi i tchnął w nasze nozdrza tchnienie życia, wskutek czego staliśmy się istotami żywymi” (por. Rdz 2, 7).

Jestem prochem ożywionym śliną (tchnieniem) Boga. 

Błoto na oczach jest symbolem nie tylko naszej ludzkiej (gliniastej, ziemskiej) natury, ale także grzechu. Nie zobaczę światła, gdy na oczach mam błoto. Nie zobaczę Chrystusa, gdy na oczach mam błoto grzechu. Potrzebuję obmycia. Dlatego, posłuszny jak ewangeliczny niewidomy, idę do sadzawki Siloam, gdzie Posłany, czyli Chrystus, obmywa mnie z brudu grzechów.


Z Ewangelii nie wynika, że niewidomy, od razu po swoim uzdrowieniu spotkał się z Jezusem. Może minęło kilka godzin, lub nawet dni.

„Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon”.

wtorek, 6 grudnia 2016

     Jesteś wolny. Owczarnię, do której należysz, a którą jest Kościół, nie strzegą uzbrojeni w kije pasterze, nie napotkasz tzw. elektrycznego pastucha. Jeśli tak zdecydujesz – możesz odejść.

     Są tacy, którzy próbują życia poza owczarnią. Jedni z ciekawości, inni na przekór np. rodzicom. Dla niektórych Kościół jest duszną oborą, na czele której stoją najemnicy, więc uciekają synowie Kochającego Ojca i czasem dopiero gdy wylądują na dnie, gdy zdadzą sobie sprawę, że żyją jak świnie, zaczynają myśleć o powrocie.

     Jak dziecko bez matki, tak owca bez pasterza nie przeżyje. Czasem przekonujemy się o tej prawdzie w sposób bardzo bolesny. Wielką radością i nadzieją jest to, że zawsze możemy pozwolić się znaleźć. Pasterz jest zawsze blisko.

niedziela, 4 grudnia 2016

Czy się nawracasz? II Niedziela Adwentu A (Mt 3, 1-12)

   
 Jan, syn Zachariasza i Elżbiety, ostatni prorok, idzie na pustynię, gdzie z całą mocą wzywa do nawrócenia. I nie jest to delikatne zaproszenie, ale pełen stanowczości krzyk: «Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie».

     O co chodzi z tym nawróceniem? Powiesz: „Przecież jestem ochrzczony, chodzę do kościoła, więc to nie dla mnie”. Nie, właśnie dla ciebie. Musisz się nawrócić. „Ale o co chodzi?” – zapytasz. Bóg bardzo pragnie Twojego zbawienia. Chce, abyś był z Nim na wieki. Czy w chwili obecnej, teraz (!), jesteś gotowy na śmierć, na przejście do królestwa niebieskiego? Czy twój sposób myślenia
i postępowania zmieszczą się w ciasnej bramie Nieba?

     Każda szczera spowiedź przekonuje, że droga, którą jest nasze życie nie jest miejscem, w którym Bóg jest obecny, a ścieżki naszej codzienności nie są proste. Poplątane i chaotyczne sprawiają ból
i zniechęcenie.

     Ci, którzy przejmowali się wezwaniem Jana, na znak nawrócenia zanurzali się w wodach Jordanu. To nie był chrzest odpuszczający grzechy. Jeszcze nie ten. Przyniesie go dopiero Zbawiciel.

     Współcześnie jest na odwrót. Chrzest przyjęliśmy wszyscy, ale czy jesteśmy nawróceni?

     W pierwotnym Kościele, jeśli ktoś chciał zostać chrześcijaninem, najpierw musiał przejść solidny okres przygotowania do chrztu zwany katechumenatem. I nie polegało to na wysłuchaniu kilku katechez. Katechumen musiał udowodnić swoim życiem jak bardzo pragnie przyjąć Chrystusa za swojego Pana i Króla.

     Jesteśmy ochrzczeni, i co dalej? Wielu zwalnia się z odpowiedzialności za swoją przyjaźń
z Bogiem. Może sobie myślą, że sam fakt przynależności do Kościoła i bycie tzw. dobrym człowiekiem, zapewnia im godne miejsce w Niebie. Faryzeusze, saduceusze i wielu innych myśleli podobnie: „Abrahama mamy za ojca” – mówili. Co według nich, w jakiś magiczny sposób, bez wysiłku, miałoby im zapewnić niebo.

     Reakcja Jezusa wobec takiej postawy jest wstrząsająca: „«Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem?”

     Żmija była uznawana za zwierzę nieczyste, była symbolem zła czyli szatana. Stąd Jezusowe słowa dosłownie brzmią tak: „Dzieci diabła”.

     Gdy nie traktuję swojej relacji z Bogiem na poważnie, jestem dzieckiem szatana. Tak mówi Pismo Święte. I nie uciekaj zbyt łatwo od tych słów. Nie buntuj się i nie krzycz! Jeśli tak jest, to znaczy, że odezwała się twoja pycha. [Wiele razy w życiu przeżyłem trzaskanie drzwiami konfesjonału, gdy pełen gniewu człowiek odchodził ponieważ nie mógł przyjąć do wiadomości, że jest niewierzący. Jaki wtedy pycha wrzask urządza!]

     Czy to co mówię jest kontrowersyjne? Nie można tak? „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki”. (Mt 16, 23) Znacie te słowa? Zapytajcie św. Piotra.

     „Już siekiera jest przyłożona do korzenia drzew. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień”.

     Bóg jako Drwal odkrywa korzenie szukając w nich życia, wypatruje także owoców. Jeśli korzeń jest martwy, jeśli brak owoców, użycie siekiery staje się koniecznością.

     Jakieś 40 lat po wygłoszeniu powyższych słów jerozolimskie bramy były rozbijane siekierami legionistów Tytusa, a pożary niszczyły domostwa. Józef Flawiusz opisywał masowe ukrzyżowania za murami świętego miasta.

     Słowa Jana o sądzie Bożym, spadającym jak siekiera na drzewo ludzkości, ciągle są aktualne.

     Po wykryciu wirusa świńskiej lub ptasiej grypy jesteśmy w stanie wybijać tysiące sztuk zwierząt by ochronić się przed zagrożeniem. A jakie wirusy grzechu jesteś w stanie uśmiercić w sobie, w swojej rodzinie, w społeczeństwie, by osiągnąć życie wieczne?

     Co zrobisz by przygotować się na powtórne przyjście Zbawiciela? Taki jest sens adwentu.

Czekanie

kolędy przed Narodzeniem
małżeństwo przed ślubem
seks przed miłością
dom przed własnością
wypłata przed pracą
wyniki przed badaniami
osądy przed Ostatecznym

nie umiemy czekać
umrzemy przed śmiercią

ks. Wojciech Węgrzyniak