sobota, 5 lipca 2014

Post lekarstwem na Bożą nieobecność

Post wyraża pragnienie i oczekiwanie. Stąd ta praktyka u faryzeuszów i uczniów Jana, którzy "dużo pościli", jest jak najbardziej uzasadniona. W ogóle cały Stary Testament to przecież czas przygotowania do przyjścia Pana Młodego. Ale teraz, gdy Chrystus jest obecny, post byłyby czymś niestosownym. Uczta trwa!

[Tak na marginesie: Wielu katolików pości podczas Eucharystii. Zamiast karmić się Ciałem Pana i cieszyć się Jego obecnością - poszczą. To wielki nietakt.]

Niestety, przychodzi w naszym życiu także i czas nieobecności Pana, na przykład z powodu naszego grzechu. Wtedy właśnie jest czas na post, który wzmaga w nas pragnienie powrotu, tęsknotę za Panem. W pewnym sensie odcinamy się od pokarmu ziemskiego, który karmi zmysły ciała, by zrobić miejsce dla Boga, który karmi zmysły serca.

Post ma cudowne właściwości. Oczyszcza ciało i cerce. Przygotowuje miejsce dla Zbawiciela, który "nie zmieści się" w sercu obciążonym obecnością złego.


piątek, 4 lipca 2014

Odchodząc z Kafarnum... Czyli z ostatniej chwili.

Można powiedzieć, że Mateusz osiągnął wszystko. Niczego mu nie brakowało.  Rodzina i znajomi mogli mu tylko pozazdrościć majątku i znajomości. Powiedzielibyśmy: zrobił karierę.

A jednak nie do końca był szczęśliwy. Pragnął czegoś więcej. Czuł, że jego obecny stan serca i kieszeni nie uczynił go zrealizowanym. Codziennie z wewnętrznym smutkiem zasiada w komorze - jednak blask złota nie ogrzewa jego serca.

Ile to ludzi osiągnęło sukces, zrobiło życiową karierę, a mimo to są niespełnieni, czują, że czegoś im brakuje. I żyją w niepokoju i oczekiwaniu na zmianę. Nie widzą rozwiązania. Czekają.

W takie sytuacje wchodzi Zbawiciel, który wie, czego brakuje. Mówi: "Pójdź za Mną". To jedno zaproszenie, to jedno wezwanie ma moc by zmartwychwstać, by mieć siłę do opuszczenia ciemnej komory życia.

Nigdy nie jest za późno, by zacząć "żyć".

czwartek, 3 lipca 2014

To mój Pan! To mój Bóg!

Każda bliska relacja implikuje dotyk: przytulenie, pocałunek. Miłość pragnie zjednoczenia. To oczywiste.

Bóg także pragnie bliskości ze swoim stworzeniem. Nasz Pasterz chce nas nosić na swoich ramionach, pragnie cieszyć się naszą obecnością. Dlatego przychodzi do nas w sakramentach. To poprzez nie  dotyka nas.

Każdego pierwszego dnia tygodnia, a nawet codziennie, Jezus przychodzi do nas w Eucharystii "mimo drzwi zamkniętych". Dla Niego nie stanowią przeszkody grube mury, pozamykane okna, zaryglowane drzwi. Jedyną barierą mogą być nasze kamienne serca, które nie wierzą, nie ufają.

A my tak bardzo niespokojni, targani codziennością, boimy się. Dlatego Jezus przychodząc mówi za każdym razem: "Pokój wam!". Tylko Bóg może wyciszyć wzburzone fale piętrzące się w naszych sercach. Tylko On, jak matka, może "pocałować, by nie bolało".

Przyjmując Komunię św. dotykam mojego Pana, by "nie być niedowiarkiem, lecz wierzącym".

Mogę dotknąć Boga! Mogę wejść w Niego! Mogę się przytulić!

Na każdej Mszy św. powinniśmy wołać za Tomaszem Apostołem: "To mój Pan! To mój Bóg!"