niedziela, 19 kwietnia 2009

"Chodź, opowiedz mi jak beze Mnie jest".

Przenieśmy się wyobraźnią do zamkniętej sali, w której przebywają uczniowie po śmierci Jezusa. Jest wieczór „pierwszego dnia tygodnia” - dnia w którym Chrystus pokonawszy grzech i śmierć zmartwychwstał.
Do nich jednak ta radosna wiadomość nie dociera. Ich serca są zamknięte jak miejsce, w którym się znajdują. Strach sprawia, że ryglują drzwi by nikt nie pożądany nie dostał się do środka. Wydaje się, że ich życie zatrzymało się w Wielki Piątek. Żyją jakby zamknięci w grobie, gdzie panuje chłód, mrok, lęk, samotność, rozczarowanie i brak nadziei. Nawet świadectwo Marii Magdaleny, która oznajmiła wszystkim uczniom: „Widziałam Pana” (J 20,18) jest jakby niezauważone.

Cała ta sytuacja uczniów po śmierci Mistrza, obrazuje rzeczywistość życia pozbawioną obecności żywego Boga. Tak wygląda każda wspólnota ludzka, w której „Bóg umarł”.

Są rodziny, w których zapomniano, że ich kamieniem węgielnym, fundamentem, jest żywy Chrystus.
Są środowiska i miejsca, z których Bóg został wyproszony.
Są serca, których stanowcze „NIE” uniemożliwia wstęp Zmartwychwstałemu, gdyż On zawsze szanuje nasza wolność.

A wspólnota żyje tylko wtedy, gdy spotka Żyjącego!

Warto zadać sobie pytanie: czy moje życie nie wygląda przypadkiem jakby Jezus nie zmartwychwstał?
Czy moja wiara zatrzymała się w momencie złożenia ciała Jezusa do grobu?
Może wciąż stoimy pochyleni nad grobem, z oczami spuchniętymi od płaczu, z rozdartym sercem, które doświadcza ogromnej pustki z powodu nieobecności ukochanej osoby.
Czy moje bycie uczniem Chrystusa nie jest właśnie takim „staniem nad pustym grobem?”
Czyżbyśmy zapomnieli, podobnie jak uczniowie, że Jezus zmartwychwstał?

Przecież oni uczestniczyli w niesamowitej, trwającej trzy lata, katechezie!
Widzieli Mistrza nauczającego, czyniącego cuda, uzdrawiającego, Mistrza, który także trzykrotnie zapowiedział swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie.

A może bali się spotkania?
Przecież zdradzili.
Spali w Getsemani.
Uciekli, gdy powróz zaczął krępować ręce aresztowanego Jezusa.
Nie było słychać ich głosów lub były za słabe, gdy tłum krzyczał „Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!” (J 19, 15).

Historia lubi się powtarzać.
Większość z nas przynajmniej dwanaście lat brała udział w katechezie, setki mszy św., spowiedzi, coroczne rekolekcje, liczne pielgrzymki do świętych miejsc, lektura naszej katolickiej prasy itd.
I wciąż na nowo zdarzają się ucieczki, zdrady, coraz częściej da się słyszeć głos „Poza cezarem nie mamy króla” (J 19, 15).

Ale przecież my wiemy, że Jezus zmartwychwstał. Czyż nie?
Może nasze grzechy sprawiają się, że boimy się spotkania?

Uczniowie pozostali w domu w celu odbycia żałoby.
Czas żałoby pozwala uświadomić sobie jak bardzo brakuje nam osoby, która odeszła, jak bardzo pragnęlibyśmy by wciąż była z nami.
Pojawia się tęsknota i pragnienie rozmowy.

W tym doświadczeniu uczniów nieobecności Jezusa możemy uczestniczyć również my.
Są to te wszystkie chwile, w których nie ma Boga w naszym życiu, to jest ten czas, w którym nasza wiara zatrzymała się nad grobem.
Tutaj, jak na granicy, zatrzymali się ci, którzy nie otrzymali rozgrzeszenia, którzy nie potrafią wyjść z grobu swojego dotychczasowego grzesznego życia.

Dzisiaj, w święto Miłosierdzia Bożego, Jezus wydaje się mówić do mnie:
„Chodź, opowiedz mi jak beze Mnie jest.
Opowiedz mi o strachu, który przeżywasz.
Opowiedz mi o lęku, który cię paraliżuje.
Także o tej ciemności, w której żyjesz.
O samotności, która szronem pokrywa twoje serce.
Rozczarowaniu i utracie nadziei.
Chodź, opowiedz Mi…”

Zamknięte i zaryglowane drzwi nie stanowią problemu dla Zmartwychwstałego.
Dla Jezusa nie ma żadnych przeszkód by spotkać się z nami.
Przychodzi, staje pośrodku i mówi: „Pokój wam!”
„Pokój wam” (szalom) – to żydowskie pozdrowienie wyrażające życzenie pokoju.
Pokoju, którego świat dać nam nie może.
Jeśli zapytałbym czego pragniecie, wielu z was odpowiedziałoby że pragnie pokoju.
Jednak prawdziwego pokoju możemy doświadczyć wyłącznie blisko Jezusa.
Jak dziecko, które nie uspokoi się idopóki matka nie przytuli go do serca.

Popatrz na obraz Jezusa Miłosiernego.
Spójrz na prawą rękę, która ciebie błogosławi.
Spójrz na ten krok, który Jezus czyni w twoim kierunku.
On do ciebie idzie… A ty możesz uciec, możesz nie zauważyć – specjalnie, ominąć lub skręcić na inną ścieżkę.
Spójrz na Serce, z którego wypływają promienie blade i czerwone, które Kościół interpretuje jako sakramenty.

„Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana”.
Rodzi się pytanie, czy gdy wychodzę ze spotkania z Panem doświadczam autentycznej radości?

Tam, gdzie jest Zmartwychwstały panuje radość i pokój.
Pokój i radość są owocem bliskiej zażyłości z żywym Jezusem.
Niech słowa modlitwy pomogą nam wejść w szczery dialog z Mistrzem, by uradować się z Jego prawdziwej obecności.

Nazywasz mnie mistrzem, a nie radzisz się mnie.
Nazywasz mnie światłem, a nie widzisz mnie.
Nazywasz mnie drogą, a nie idziesz w moje ślady.
Nazywasz mnie prawdą, a nie szanujesz mnie.
Nazywasz mnie bogactwem, a nie prosisz mnie.
Nazywasz mnie wiecznym, a nie szukasz mnie.
Nazywasz mnie miłosiernym, a nie ufasz mi.
Nazywasz mnie wszechmocnym, a nie cenisz mnie.
Nazywasz mnie sprawiedliwym, a nie boisz się mnie.

Jestem twoim Bogiem - wiem więcej.
Mając wiarę miej odwagę, a nie będzie ci ciężko,
bo kto posiada Me Boskie Serce ma wszystko.
Świat przeminie, wszystko zabierze ci śmierć
- tylko jedno zostanie
Ja - Twój Bóg.

2 komentarze:

Staszek pisze...

Jak ta notka daje do myślenia... Oj daje... Daje...

Pozdrawiam:)

Anonimowy pisze...

Nareszcie powrót - wspaniały, refleksyjny!Uczta duchowa!Ogromne dzięki!