czwartek, 17 stycznia 2013

Terapia antygrzechowa

     Być chorym na trąd to jedno z największych nieszczęść jakie mogło spotkać człowieka. Trędowaci musieli przebywać w miejscach odosobnionych. W celu ostrzeżenia i uniknięcia przypadkowego spotkania ze zdrowymi, musieli chodzić w podartym ubraniu, z włosami rozpuszczonymi i z zasłoniętą brodą, oraz wołać: „Uciekać! Nieczysty! Uciekać! Nie dotykać!” 

     Zainfekowana przez grzech tkanka duszy ulega zepsuciu i deformacji. Grzesznik w miarę upływu czasu zatraca umiejętność normalnego funkcjonowania. Odgradza się od innych, izoluje. Opuszcza i unika miejsc, gdzie mógłby spotkać się z miłością. Często stan serca ujawnia się w wyglądzie zewnętrznym, mimice, gestach itp. Depresja?

     Chorzy na trąd często nie odczuwają bólu gnijącego ciała. Sami przez nieuwagę zadają sobie ból. Podobnie grzesznik nie zauważa jak grzech go niszczy. 

     Co mógł zrobić trędowaty w czasach biblijnych? Chyba nic. Wyzdrowienia zdarzały się niezwykle rzadko. Chory czekał na śmierć. Był umarły już za życia. Straszne! 

     Co ja mogę zrobić gdy zarażę się trądem grzechu? Sam na pewno sobie nie poradzę. Pozostaje upaść na kolana i błagać o oczyszczenie. To najlepsza terapia. 

***
Terapia (w skrócie): 

  1. Przyznać się przed sobą samym do choroby, którą wywołała infekcja grzechem. 
  2. Podjąć decyzję pójścia do Boskiego Lekarza (ewangeliczny trędowaty musiał wykazać się nie lada odwagą, by narażając własne życie, udać się do Jezusa – proces ten trwa nieraz wiele lat). 
  3. Mieć odwagę - w pełnym zaufaniu - pokazać Zbawicielowi swoją chorą duszę. 
  4. Być wytrwałym w proszeniu o oczyszczenie. Lekarstwem jest pokora i skrucha. 
  5. Nie zapomnieć podziękować.
  6. Kategorycznie unikać ponownego zarażenia.

wtorek, 15 stycznia 2013

Zamrożona miłość

Piotr będąc u boku Jezusa nie zapomina o swoich najbliższych.
Zaprasza Zbawiciela do swojego domu, gdzie znajduje się cierpiąca teściowa.
Leży w gorączce niezdolna do służby, zmuszona by inni jej usługiwali.

Jezus z miłością podchodzi do chorej.
Staje wobec ludzkiego bezwładu, niemożności czynienia dobra.
Chwyta za dłoń, która stworzona jest do dawania. Podnosi.

Co jest moją gorączką, która sprawia, że leżę bez ruchu, niezdolny do miłości?
Pozwolę Jezusowi podejść do siebie, poproszę by pomógł mi powstać, wyciągnę rękę.
Pan pokona ogień gorączki bym mógł na nowo być Jego sługą.

[Jaka bardzo wdzięczna musiała być żona św. Piotra…]


***

Panie. moja miłość zamarzła.
Zesztywniały leżę na łożu egoizmu.
Nie potrafię wstać i służyć.
Zamykam się w bólu skupiając się na sobie.

A Ty podchodzisz tak blisko.
Podpierasz i pokazujesz niebo.
Bierzesz moje sparaliżowane serce..

***

W tej pełnej czułości i delikatności scenie dostrzegam miłość, którą Syn ma do Matki.