Jeżeli człowiek, jako cel swego życia postawi własne szczęście, to nigdy go nie osiągnie. To jest paradoks egzystencjalny człowieka. To znaczy, że jeżeli ja chcę być szczęśliwy to dojdę do absurdu. Jeżeli natomiast szczęście nie będzie mnie interesować, ale będę chciał żyć jak najgłębiej to będę szczęśliwy. (M. Kożuch)
wtorek, 15 maja 2012
poniedziałek, 14 maja 2012
Miłość
Miłość. Mówienie o niej to jak stąpanie po cienkim ludzie. Życie nią jest jeszcze trudniejsze. Jakże łatwo pośliznąć się i wpaść do lodowatej wody obojętności lub wręcz nienawiści.
A jednak bez niej żyć nie można. Jest ona jak powietrze, które z lekkością unosi, jak życiodajna woda, jak słońce, które wzrost i ciepło daje.
By mówić o niej trzeba być gdzieś w duszy poetą, wrażliwym i delikatnym, ale zarazem rycerzem twardym i odważnym.
Miłość jest pragnieniem nieugaszonym, ogniem, który płonie domagając się ofiary. Za miłością prawdziwą tęskni nasza dusza. Serce jej szuka nawet w ciemności.
By mówić o niej trzeba być gdzieś w duszy poetą, wrażliwym i delikatnym, ale zarazem rycerzem twardym i odważnym.
Miłość jest pragnieniem nieugaszonym, ogniem, który płonie domagając się ofiary. Za miłością prawdziwą tęskni nasza dusza. Serce jej szuka nawet w ciemności.
Skąd ta potężna siła, wokół której koncentruje się nasze życie? Od Boga. Może być inna odpowiedź?
„Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem” mówi Jezus.
Bóg jest Miłością. Miłość jest Jego istotą. Trójca Święta, to Osoby, które się kochają. A prawdziwa miłość ma to do siebie, że chce się dawać, chce się dzielić. Osoby kochające się obdarowują się miłością. Stąd Bóg dzieli się ją z nami – ludźmi.
Jaką miłość Stwórca nam daje? Tą samą którą kocha Syna Jezusa. Jaką więc? Całkowitą, totalną, nieprzemijającą, trwałą, niezniszczalną. Miłością wieczną, która jest od zawsze i na zawsze.
Czy można tak pięknej miłości doświadczyć? Czy można odczuć Miłość Boga? Co to znaczy, że Bóg mnie kocha?
Może najpierw trzeba zapytać siebie: jak ja rozumiem miłość? Czym ona jest dla mnie? Jak ja ją sobie wyobrażam?
Są różne rodzaje miłości. W języku greckim, w którym została napisana Ewangelia według św. Jana, używa trzech słów na określenie miłości. Pierwsze słowo to filos, które oznacza miłość czułą, opartą na przyjaźni. Drugie słowo, to eros, które oznacza miłość namiętną, pożądliwą, dążącą do zjednoczenia seksualnego. I wreszcie trzecie słowo używane przez Greków by określić miłość: agape oznacza dar z siebie, dar bezwarunkowy. Ewangelista nigdy nie używa słowa eros, a filos bardzo rzadko. Natomiast słowo agape oznacza u niego zawsze miłość Bożą.
Są różne rodzaje miłości. W języku greckim, w którym została napisana Ewangelia według św. Jana, używa trzech słów na określenie miłości. Pierwsze słowo to filos, które oznacza miłość czułą, opartą na przyjaźni. Drugie słowo, to eros, które oznacza miłość namiętną, pożądliwą, dążącą do zjednoczenia seksualnego. I wreszcie trzecie słowo używane przez Greków by określić miłość: agape oznacza dar z siebie, dar bezwarunkowy. Ewangelista nigdy nie używa słowa eros, a filos bardzo rzadko. Natomiast słowo agape oznacza u niego zawsze miłość Bożą.
Po tych wyjaśnieniach lingwistycznych widzimy jaka jest miłość Boga, którą nas obdarza. Jest ona darmowym, bezwarunkowym darem.
Może to zabrzmi cynicznie, a nawet brutalnie: Co z tego, ze Bóg mnie kocha? Jakoś nie widać tej miłości ponieważ… (wstaw tutaj swoje dopowiedzenie). Nie widać? Może trzeba przyjrzeć się bliżej.
Może to zabrzmi cynicznie, a nawet brutalnie: Co z tego, ze Bóg mnie kocha? Jakoś nie widać tej miłości ponieważ… (wstaw tutaj swoje dopowiedzenie). Nie widać? Może trzeba przyjrzeć się bliżej.
„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”.
Jezus oddał za mnie życie. Banalne? A gdyby nie umarł za mnie? Wtedy śmierć zamiast być bramą do szczęścia wiecznego, stałaby się bramą do nieistnienia (niestety, niektórzy w to wierzą).
Bóg (!) tak mnie kocha, że poświęcił swoje życie. Tak bardzo zależy Mu na mnie. Musi upłynąć wiele czasu niczym zrozumiemy te słowa w ich głębi.
Przypomnij sobie sytuację, którą być może sam przeżyłeś, gdy kogoś szalenie pokochałeś i ta osoba nie odwzajemniła twojej miłości, zatrzasnęła drzwi przed tobą. Jaki wyjący ból!
Bóg tak bardzo kocha, że całe nasze życie stoi przed drzwiami naszego serca cierpliwie czekając i płacząc. Jakie upokorzenie Boga, który klęczy przed człowiekiem ucząc go miłości!
Bóg żebrze o moją miłość. To skandal! Ale skandal, którego ja się dopuszczam ponieważ… nie rozumiem czym jest miłość.
Miłości trzeba się nauczyć. Wymaga ona wielkiej delikatności i taktu, by nie stała się nienawiścią i gwałtem.
To jest proces długi jak nasze życie. Bóg kończy nasze życie gdy nauczymy się kochać, gdy nasza miłość dojrzeje. Od poczęcia jestem w szkole miłości, której uczę się jako dziecko, jako nastolatek, jako młody, jako narzeczony, jako rodzic, jako starszy.
Jezus mówi: „Wytrwajcie w miłości mojej!”
Człowiek trwa (przebywa) tam, gdzie ma serce: mieszka tam, gdzie kocha, jest razem z tym, kogo miłuje.
Gdzie zamieszkało moje serce?
Zamieszkać w miłości Boga – tylko tam mogę czuć się bezpiecznie.
Zamieszkać w miłości Boga – tylko tam mogę czuć się bezpiecznie.
„Wytrwajcie” – zachęta i nakaz. Wytrwajcie – będzie ciężko ponieważ miłość rodzi się w ogniu cierpienia. Na szczęście to jest ogień oczyszczający, hartujący. Stąd wszystkie trudy i przeciwności w naszym życiu. One rodzą się gdy chcemy kochać i z miłości podobać się ukochanej osobie.
Wiemy do czego zdolny jest człowiek (kobieta i mężczyzna) by podobać się osobie ukochanej. Wtedy jest zdolny do największych poświęceń. Z miłości i dla miłości.
Jak wytrwać w Bożej miłości? Jak jej nie utracić? Jezus daje następującą odpowiedź: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej”
Jak rozumieć te słowa? Czyżbym musiał sobie zasłużyć na Bożą miłość poprzez wypełnianie przykazań?
Nie. Te słowa pokazują mi miejsce, gdzie odnajdę miłość i sposób w jaki mogę jej doświadczyć.
Zachowywać przykazania to postępować tak, jak On postępował. Stąd, gdy naprawdę pragnę doświadczyć prawdziwej miłości to wejdę na drogę miłości, której oznakowaniem są przykazania wypływające z Dobrej Nowiny.
Czasem ta droga wiedzie stromo pod górę, wije się bez końca. Czasem jest prosta jak autostrada. Czasem skalista, a czasem wiedzie przez ukwiecone łąki.
Wiemy do czego zdolny jest człowiek (kobieta i mężczyzna) by podobać się osobie ukochanej. Wtedy jest zdolny do największych poświęceń. Z miłości i dla miłości.
Jak wytrwać w Bożej miłości? Jak jej nie utracić? Jezus daje następującą odpowiedź: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej”
Jak rozumieć te słowa? Czyżbym musiał sobie zasłużyć na Bożą miłość poprzez wypełnianie przykazań?
Nie. Te słowa pokazują mi miejsce, gdzie odnajdę miłość i sposób w jaki mogę jej doświadczyć.
Zachowywać przykazania to postępować tak, jak On postępował. Stąd, gdy naprawdę pragnę doświadczyć prawdziwej miłości to wejdę na drogę miłości, której oznakowaniem są przykazania wypływające z Dobrej Nowiny.
Czasem ta droga wiedzie stromo pod górę, wije się bez końca. Czasem jest prosta jak autostrada. Czasem skalista, a czasem wiedzie przez ukwiecone łąki.
Różne są jej etapy: łatwe i trudne. Cel jest ważny: „pełna radość”, której można doświadczyć tylko w Miłości.
Słowo, które oddaje sens dzisiejszej Ewangelii to „tęsknota”. Tęsknota Boga za człowiekiem, i tęsknota człowieka z a Bogiem, za Miłością.
Co zrobić by te dwie tęsknoty się spotkały?
Trzeba odważyć się zostać przyjacielem Boga.
To wiąże się z otwarciem drzwi naszego serca i zaproszeniem Jezusa do środka.
Miłość rodzi się z obecności, zasłuchania i patrzenia w oczy.
Miłość jest ryzykiem. Jednak mniejszym w przypadku miłości do Boga niż do drugiego człowieka. Bóg nigdy swojej miłości nie odwoła.
Czy zaryzykujesz swoją obecność przed Bogiem?
Słowo, które oddaje sens dzisiejszej Ewangelii to „tęsknota”. Tęsknota Boga za człowiekiem, i tęsknota człowieka z a Bogiem, za Miłością.
Co zrobić by te dwie tęsknoty się spotkały?
Trzeba odważyć się zostać przyjacielem Boga.
To wiąże się z otwarciem drzwi naszego serca i zaproszeniem Jezusa do środka.
Miłość rodzi się z obecności, zasłuchania i patrzenia w oczy.
Miłość jest ryzykiem. Jednak mniejszym w przypadku miłości do Boga niż do drugiego człowieka. Bóg nigdy swojej miłości nie odwoła.
Czy zaryzykujesz swoją obecność przed Bogiem?
Czy zaryzykujesz otwierając uszy swojego serca na Jego słowa?
Czy masz odwagę popatrzeć Bogu w oczy?
niedziela, 29 stycznia 2012
Wewnętrzne zło
Wydarzenie z dzisiejszej Ewangelii rozgrywa się w Kafarnaum, skąd pochodzili pierwsi uczniowie Jezusa. Kafarnaum to także miejsce mojego życia i pracy. Mój dom z tym wszystkim, co w nim się dzieje. To obszar realizacji mojego powołania. Czy mieszkam (jestem) w nim z Jezusem?
Opisywana przez Marka sytuacja dzieje się w szabat – dzień, w którym Bóg odpoczął. Tak więc jest to dzień Boga i dla Boga. Jest to także czas działania Jezusa. Wiemy, jak z tego powodu był znienawidzony przez faryzeuszów.
„Wszedł do synagogi i nauczał”.
Synagoga była miejscem, gdzie lokalna społeczność żydowska gromadziła się na wspólnej modlitwie, czytaniu Pisma Świętego i nauczaniu. Jezus także chce uczestniczyć w modlitwie. Tę okazję wykorzystuje również do nauczania i uzdrawiania.
Nasz Pan w sposób szczególny działa w Kościele poprzez sakramenty: znaki swojej obecności. Chce modlić się z nami do Ojca. Co więcej pragnie nam pomagać byśmy nie ustali w drodze. Chce być obecny w moim życiu, w moim sercu. Czy wpuściłem go do swego wnętrza? Czy chcę Go słuchać?
„Zdumiewali się Jego nauką; uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie”.
Jezus swoją nauką wywołuje wśród słuchających poruszenie. Z pewnością nie jest to senne kazanie, ale pełne ekspresji i mocy głoszenie Dobrej Nowiny, wobec której nie można przejść obojętnie. Słowa Zbawiciela wprawiają w zdumienie, wywołują wstrząs u słuchających.
Greckie słowo tłumaczone jako „zdumiewali się” pochodzi od słowa oznaczającego „uderzać, razić”. Tak więc słuchacze Jezusa byli niejako uderzani Jego nauczaniem. Była to nauka zwalająca z nóg. W ten sposób poruszała najdelikatniejsze struny serca.
Uczeni w Piśmie tylko wyjaśniali Słowo, tak jak tego wcześniej sami nauczyli się w szkole. W przeciwieństwie do nich, słowa nauki Jezusa niosą ze sobą życie, skłaniają do działania, stawiają na nogi.
Czy słowa naszego Zbawiciela, które słyszę na Eucharystii czy czytam w Piśmie Świętym, docierają do mnie? Może kapłan czytający Ewangelię powinien je wykrzyczeć, jak Jan Chrzciciel?
„Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego”.
Swoją obecność duch nieczysty ujawnia w obliczu Jezusowego „nauczania z mocą”. Kim on jest? To duch, który trwa w śmierci i prowadzi do śmierci. Duch, który chce zagłuszyć słowa Jezusa. Duch sprzeciwu i buntu.
Nieczystość wykluczała (i nadal wyklucza) ze wspólnoty i z udziału w kulcie.
Zauważmy, że duch nieczysty znajduje się w miejscu, gdzie być nie powinien. Udaje mu się pozostać niezauważonym. Tak działa zło, które chowa się pod płaszczykiem pozornej normalności. Ubiera się w dobry garnitur i wykazuje się nieskazitelną kulturą osobistą. Zewnętrznie nie zawsze musi jawić się nam jako coś odrażającego.
Jesteśmy chrześcijanami. Nazywamy się uczniami Chrystusa. Zgromadziliśmy się blisko ołtarza, na którym dokonuje się Przenajświętsza Ofiara Odkupiciela. Słuchamy Jego słów? Czy jesteśmy czyści?
Czy moje serce jest czyste? Czy nie mam ochoty wykrzyczeć swojego buntu wobec mocnych słów Jezusa? Może są takie obszary Jego nauki, na które mam zamknięte uszy, pomarszczone czoło ze złości i zaciśnięte pięści.
Może tak jak dzisiejszy opętany ukrywam się w Kościele (nie budynku ale wspólnocie) wśród wierzących. Może moje życie jest tylko pozorem życia ucznia Jezusowego.
Duch nieczysty ma swoje ścieżki dotarcia do serca człowieka, którego piękno chce zniszczyć, zapaprać brudem, zbrukać.
Różne ma sposoby działania. To najczęściej człowiek sam go zaprasza – nawet nieświadomie. Lektura niektórych książek, nieodpowiednia muzyka, wróżby, horoskopy, pornografia, bioenergoterapia, nienawiść, itd.
Zły duch – by odciąć nas od miłości Boga – rzadko atakuje wprost. On działa jak cichy zabójca, skrada się, nie chce być rozpoznanym. Dlatego na rękę mu powierzchowna religijność polegająca na dorocznej spowiedzi, rzadkiej obecności w świątyni, braku modlitwy. Skutkiem tego jest pusta duchowa, w której zły czuje się najlepiej. Notoryczne przyjmowanie Komunii świętej w stanie grzechu ciężkiego, zatajanie grzechu ciężkiego podczas spowiedzi to najczęściej uczęszczana ścieżka złych duchów.
Działanie ducha nieczystego bardzo często związane jest z nieczystością seksualną. Kłopoty z seksualnością biorą się nierzadko ze środowiska rodzinnego, w którym wymagania intelektualne, tyrania ambicji, kult pieniądza lub kariery albo rozbicie związku małżeńskiego uniemożliwiają obdarowywanie dzieci miłością i czułością.
Człowiek, który doświadczył tzw. „zimnego chowu” wpada w zamknięty obieg przymusu i bezradności w swoim życiu. Słyszy w swoim wnętrzu nieustanne wołanie: „Więcej! Więcej! Musisz być najlepszy i mieć najwięcej! Na miłość Boga musisz sobie zasłużyć!”. To jest kłamstwo! Człowiek nie wytrzyma bez miłości, bez wsparcia swojego Stwórcy i Zbawiciela.
"Zaczął on wołać: "Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży".
Zło nie wytrzymuje wobec mocy Zbawiciela. Czuje się zagrożone i z bezsilności zaczyna krzyczeć. Wie, że zbliża się jego klęska.
Współcześnie zło także próbuje zakrzyczeć dobro. Jest agresywne. Wie, że i tak przegra, ale stara się jak najwięcej zniszczyć. Tutaj toczy się nieustanna walka o śmierć i życie każdej duszy. Także mojej i twojej.
„Czego chcesz od nas?”.
To słowa bolesnego rozdarcia w człowieku, w którym nie ma jedności. Działanie złego polega na tym, że zawsze odbiera pokój serca. Dzieli nas najpierw wewnętrznie, a później we wspólnocie, np. w rodzinie.
Jezus nie przyszedł nas zgubić ale pokonać zło, które nas niszczy. On chce nas ocalić i uwolnić. Nigdy nie potępia człowieka, ale złe czyny, których się dopuścił.
"Milcz i wyjdź z niego".
Tylko Jezus ma władzę uciszenia wszelkiego zła. Tylko On może zaprowadzić pokój w moim wnętrzu. Tylko On, może sprawić, że poczuję się ukochanym dzieckiem Boga Ojca.
Jezus może uciszyć naszą wewnętrzną burzę. Może wyrzucić zło, które zatruło nas, zanieczyściło.
„Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego”.
Zło wychodzi w bolesny sposób. Robi dużo hałasu i zamieszania. Niechętnie opuszcza swojego klienta. Targa nim. Chce zmusić do posłuszeństwa ponieważ zło zawsze zniewala, natomiast dobro daje wolność.
Nie jest łatwo być człowiekiem wolnym. To zmusza m.in. do odpowiedzialności za siebie, za swoje myśli i czyny.
Czy chcę być człowiekiem wolnym? Może łatwiej i wygodniej jest pozostać w niewoli?
Opisywana przez Marka sytuacja dzieje się w szabat – dzień, w którym Bóg odpoczął. Tak więc jest to dzień Boga i dla Boga. Jest to także czas działania Jezusa. Wiemy, jak z tego powodu był znienawidzony przez faryzeuszów.
„Wszedł do synagogi i nauczał”.
Synagoga była miejscem, gdzie lokalna społeczność żydowska gromadziła się na wspólnej modlitwie, czytaniu Pisma Świętego i nauczaniu. Jezus także chce uczestniczyć w modlitwie. Tę okazję wykorzystuje również do nauczania i uzdrawiania.
Nasz Pan w sposób szczególny działa w Kościele poprzez sakramenty: znaki swojej obecności. Chce modlić się z nami do Ojca. Co więcej pragnie nam pomagać byśmy nie ustali w drodze. Chce być obecny w moim życiu, w moim sercu. Czy wpuściłem go do swego wnętrza? Czy chcę Go słuchać?
„Zdumiewali się Jego nauką; uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie”.
Jezus swoją nauką wywołuje wśród słuchających poruszenie. Z pewnością nie jest to senne kazanie, ale pełne ekspresji i mocy głoszenie Dobrej Nowiny, wobec której nie można przejść obojętnie. Słowa Zbawiciela wprawiają w zdumienie, wywołują wstrząs u słuchających.
Greckie słowo tłumaczone jako „zdumiewali się” pochodzi od słowa oznaczającego „uderzać, razić”. Tak więc słuchacze Jezusa byli niejako uderzani Jego nauczaniem. Była to nauka zwalająca z nóg. W ten sposób poruszała najdelikatniejsze struny serca.
Uczeni w Piśmie tylko wyjaśniali Słowo, tak jak tego wcześniej sami nauczyli się w szkole. W przeciwieństwie do nich, słowa nauki Jezusa niosą ze sobą życie, skłaniają do działania, stawiają na nogi.
Czy słowa naszego Zbawiciela, które słyszę na Eucharystii czy czytam w Piśmie Świętym, docierają do mnie? Może kapłan czytający Ewangelię powinien je wykrzyczeć, jak Jan Chrzciciel?
„Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego”.
Swoją obecność duch nieczysty ujawnia w obliczu Jezusowego „nauczania z mocą”. Kim on jest? To duch, który trwa w śmierci i prowadzi do śmierci. Duch, który chce zagłuszyć słowa Jezusa. Duch sprzeciwu i buntu.
Nieczystość wykluczała (i nadal wyklucza) ze wspólnoty i z udziału w kulcie.
Zauważmy, że duch nieczysty znajduje się w miejscu, gdzie być nie powinien. Udaje mu się pozostać niezauważonym. Tak działa zło, które chowa się pod płaszczykiem pozornej normalności. Ubiera się w dobry garnitur i wykazuje się nieskazitelną kulturą osobistą. Zewnętrznie nie zawsze musi jawić się nam jako coś odrażającego.
Jesteśmy chrześcijanami. Nazywamy się uczniami Chrystusa. Zgromadziliśmy się blisko ołtarza, na którym dokonuje się Przenajświętsza Ofiara Odkupiciela. Słuchamy Jego słów? Czy jesteśmy czyści?
Czy moje serce jest czyste? Czy nie mam ochoty wykrzyczeć swojego buntu wobec mocnych słów Jezusa? Może są takie obszary Jego nauki, na które mam zamknięte uszy, pomarszczone czoło ze złości i zaciśnięte pięści.
Może tak jak dzisiejszy opętany ukrywam się w Kościele (nie budynku ale wspólnocie) wśród wierzących. Może moje życie jest tylko pozorem życia ucznia Jezusowego.
Duch nieczysty ma swoje ścieżki dotarcia do serca człowieka, którego piękno chce zniszczyć, zapaprać brudem, zbrukać.
Różne ma sposoby działania. To najczęściej człowiek sam go zaprasza – nawet nieświadomie. Lektura niektórych książek, nieodpowiednia muzyka, wróżby, horoskopy, pornografia, bioenergoterapia, nienawiść, itd.
Zły duch – by odciąć nas od miłości Boga – rzadko atakuje wprost. On działa jak cichy zabójca, skrada się, nie chce być rozpoznanym. Dlatego na rękę mu powierzchowna religijność polegająca na dorocznej spowiedzi, rzadkiej obecności w świątyni, braku modlitwy. Skutkiem tego jest pusta duchowa, w której zły czuje się najlepiej. Notoryczne przyjmowanie Komunii świętej w stanie grzechu ciężkiego, zatajanie grzechu ciężkiego podczas spowiedzi to najczęściej uczęszczana ścieżka złych duchów.
Działanie ducha nieczystego bardzo często związane jest z nieczystością seksualną. Kłopoty z seksualnością biorą się nierzadko ze środowiska rodzinnego, w którym wymagania intelektualne, tyrania ambicji, kult pieniądza lub kariery albo rozbicie związku małżeńskiego uniemożliwiają obdarowywanie dzieci miłością i czułością.
Człowiek, który doświadczył tzw. „zimnego chowu” wpada w zamknięty obieg przymusu i bezradności w swoim życiu. Słyszy w swoim wnętrzu nieustanne wołanie: „Więcej! Więcej! Musisz być najlepszy i mieć najwięcej! Na miłość Boga musisz sobie zasłużyć!”. To jest kłamstwo! Człowiek nie wytrzyma bez miłości, bez wsparcia swojego Stwórcy i Zbawiciela.
"Zaczął on wołać: "Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży".
Zło nie wytrzymuje wobec mocy Zbawiciela. Czuje się zagrożone i z bezsilności zaczyna krzyczeć. Wie, że zbliża się jego klęska.
Współcześnie zło także próbuje zakrzyczeć dobro. Jest agresywne. Wie, że i tak przegra, ale stara się jak najwięcej zniszczyć. Tutaj toczy się nieustanna walka o śmierć i życie każdej duszy. Także mojej i twojej.
„Czego chcesz od nas?”.
To słowa bolesnego rozdarcia w człowieku, w którym nie ma jedności. Działanie złego polega na tym, że zawsze odbiera pokój serca. Dzieli nas najpierw wewnętrznie, a później we wspólnocie, np. w rodzinie.
Jezus nie przyszedł nas zgubić ale pokonać zło, które nas niszczy. On chce nas ocalić i uwolnić. Nigdy nie potępia człowieka, ale złe czyny, których się dopuścił.
"Milcz i wyjdź z niego".
Tylko Jezus ma władzę uciszenia wszelkiego zła. Tylko On może zaprowadzić pokój w moim wnętrzu. Tylko On, może sprawić, że poczuję się ukochanym dzieckiem Boga Ojca.
Jezus może uciszyć naszą wewnętrzną burzę. Może wyrzucić zło, które zatruło nas, zanieczyściło.
„Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego”.
Zło wychodzi w bolesny sposób. Robi dużo hałasu i zamieszania. Niechętnie opuszcza swojego klienta. Targa nim. Chce zmusić do posłuszeństwa ponieważ zło zawsze zniewala, natomiast dobro daje wolność.
Nie jest łatwo być człowiekiem wolnym. To zmusza m.in. do odpowiedzialności za siebie, za swoje myśli i czyny.
Czy chcę być człowiekiem wolnym? Może łatwiej i wygodniej jest pozostać w niewoli?
Subskrybuj:
Posty (Atom)